
"Idziemy ulicą. Niespodziewanie zatrzymujesz się, a ja o mało na ciebie nie wpadam. Patrzę zdziwiona w twoje oczy, a potem machinalnie na usta. Często tak robię, nie wiem czy wiesz. Nagle pochylasz się i mnie całujesz... Delikatnie, ale zdecydowanie. Nie za długo. Odsuwasz się, a ja wciąż czuję na wargach ten dotyk. Mówię coś w stylu: "nie rób mi takich rzeczy" i zawstydzona śmieję się cichutko, spuszczając wzrok. Uśmiechasz się szeroko i przytulasz mnie do siebie. Znow - delikatnie, ale zdecydowanie. Długo. Czuję się tak dobrze... Idziemy dalej. Po pewnym czasie patrząc na ciebie swoimi dużymi, szklistymi oczami, zarzucam ci ręce na szyję i sama zaczynam cię całować. Mój pocałunek jest bardziej chaotyczny, jakbym bała się, że zaraz mnie odepchniesz, że znikniesz.

Nienawidzę snów. Zawsze śniły mi się koszmary. Nie spodziewałam się czegoś TAKIEGO. Nienawidzę snów jeszcze bardziej niż koszmarów. A już było w miarę dobrze...
"Sny to odzwierciedlenie duszy, marzeń, pragnień" - mówią wszyscy. Ale po co mi to, po co mój umysł unaocznia mi moje marzenia, skoro wiem czego pragnę I DLATEGO WŁAŚNIE NIE CHCĘ O TYM MYŚLEĆ?!?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz